Wszystkie

Praca w czasach międzywojennych

Pierwszy krok na drodze do zarobkowania i własnych pieniędzy zrobiłem w czasie okupacji, która obróciła moją rodzinę z dnia na dzień w nędzarzy. Wysoka przedwojenna emerytura matki po ojcu zmieniła się na kilka bezwartościowych okupacyjnych banknotów a to w wyniku wymiany waluty przedwojennej na okupacyjną w stosunku 1:1 podczas gdy ceny wszystkiego wzrosły wielokrotnie.

Nie wiem kto byl pomysłodawcą, ale pamiętam, że chętnie podjąłem się nowego zadania. Nie było to nic oryginalnego poza degrengoladą socjalną ale to mało mogło mnie obchodzić, nawet gdybym to sobie wówczas, w wieku 11 czy 12 lat, uświadamiał. Miałem handlować papierosami na ulicy, zaś dostawca towaru była nasza znajoma, pani Zielinska, mieszkajaca nadal na Cieplej, żona zaginionego bez wieści kapitana policji. Kontakty z policją podporzdkowaną teraz nowym władzom dawały jej dostęp do nielegalnych źródeł zakupu hurtowego papierosów i umówiła się z moja matką, że dam nam partię towaru na kredyt.

Kiedy zjawiłem sie w znajomym mieszkaniu na ostatnim piętrze, pani Maria wycałowała mnie mocno i bez większych wstępów napełniła przyniesioną walizeczkę paczkami papierosów w trzech gatunkach. Najwięcej było najtańszych Junakow, zaś najdroższych Egipskich były tylko dwa czy trzy pudełka. Bez ceregieli wyprawiała mnie z powrotem przykazując nic nie mówić skąd mam papierosy gdyby mnie złapano. Wycałowany ponownie i odprowadzony westchnieniem „oby tylko Jan wrócił nareszcie“, zbiegłem z cennym towarem po schodach i szczęśliwie dotarłem z nim do domu. .

Nazajutrz mój przenośny sklepik otworzyłem w samym sercu miasta, na Krakowskim Przedmieściu, pod arkadami dawnego budynku Sztabu Generalnego. W otwartej walizce postawionej na chodniku ułożyłem kilkanaście paczek papierosów, z tego trzy paczki, po jednej z każdego gatunku były otwarte po to aby klienci widzieli, że sprzedaję również na sztuki. Utarg był marny, ale mało bo mało, coś jednak przyniosłem do domu i mogliśmy kupić u handlarza trochę szmalcu. Największą sensację wywołała wiadomość, że młody żołnierz w mundurze okupanta kupił dwie sztuki Egipskich. Pewnie chciał spróbować co to jest, przecież stać go było na paczkę, powiedział dziadek, który przed moją wyprawą handlową przezornie nauczył mnie liczenia w języku najeźdzcy. Spędził w ich kraju wiele lat przed I wojną światowa i władał niemieckim biegle, co miało mi trochę później uratować życie. Żołnierz miał sympatyczną gębę i dużo gadał , ale ja tylko dukałem -fufcig ain sztik. Odetchnąłem z ulgą jak wreszcie zapłacił i poszedł sobie. Był to początek okupacji i hitlerowska machina terroru jeszcze się nie rozkręciła, ale i tak byłem w strachu.

 

Więcej na: Rafał Ziemkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *